Po raz kolejny przyszedł do tego samego podrzędnego baru, jak zwykle wypełnionego pijaczkami, dziwkami i ćpunami. Nikt normalny nie zapuszczał się w takie miejsca jeśli był bardzo przywiązany do swojego portfela. Piwo było tu jednak tanie, barman nie pytał o wiek a anonimowość każdy miał tu zapewnioną. Dlatego teraz Sinbad siedział przy tym samym stoliku, który zajmował co wieczór już od kilku dni i właśnie opróżniał trzeci kufel. Oczywiście dla niego było to tyle co nic, potrzebował jeszcze dwa razy tyle, co najmniej. Dla obserwatorów wyglądał jak typowy mężczyzna, który przyszedł zapić smutki, problemy w pracy albo żona nie chciała seksu, dlatego się tu znalazł. Ale tak naprawdę Sinbad był tu z jednego powodu i tylko jedna osoba o tym wiedziała. Kouen przed wyjściem z firmy ostrzegł tylko przyjaciela, żeby nie było tak jak zawsze, gdy po nocy w barze stawał pod jego drzwiami. Dzisiaj nie miał dla niego miejsca. Gdy na prowizorycznej scenie pojawił się on, jak zwykle w wymyślnym stroju, Sin od razu skupił tam całą swoją uwagę. Bo kto by nie zainteresował się chłopakiem, który czarnymi włosami okrywał się niczym płaszczem, mrugał pomalowanym na fioletowo okiem i posyłał uśmiechy wszystkim patrzącym na niego. W jego ruchach było coś, co kazało porzucić wszystko inne i skupić się tylko na nim, jakby wyciągniętymi ramionami próbował zgarnąć dla siebie całą uwagę. Nie był na tej scenie sam, ale inni byli tylko tłem, on był gwiazdą, lśnił własnym blaskiem. Sin uśmiechnął się do swojego kufla. Doskonale znał te ruchy, cały układ znał na pamięć, widział go dziesiątki razy. Tak, teraz będzie obrót do tyłu, by pokazać białe odciski dłoni w miejscu pośladków na czarnym materiale króciutkich spodenek. Czerń była jego kolorem, on ją nasycał i ożywiał. Gwałtownym kopnięciem przesunął krzesło na drugi koniec sceny i wreszcie to zrobił. Spojrzał prosto na niego, spojrzenie mówiło więcej niż słowa, obietnica słodkich, nocnych szeptów i gwałtownych pieszczot w ciemnym pomieszczeniu. To wszystko mieściło się w tym spojrzeniu, na które Sinbad czekał cały wieczór. Teraz mógł wyjść na zewnątrz i zapalić papierosa, czekając aż dokładnie w połowie drugiego on mu go zabierze i solidnie się zaciągnie, by zaraz cały dym wydmuchać do jego ust w stęsknionym pocałunku. I niech ktoś mu powie, że rutyna jest zła.
Nudziło mi się. Stworzyłam to po obejrzeniu filmu, przed chwilą. Takie dość otwarte zakończenie, żeby każdy sobie coś dopowiedział ^^
...
OdpowiedzUsuń...
...
...
...
*Yazu umarła z zachwytu*
...
...
...
...
Takie krótkie, a cieszy. TAKIE KURWA KRÓTKIE, A TAKIE PIĘKNE. Tak jak kocham JuAla, tak przysięgam ci, ja mam przed oczami tą wizję... Judal-tancerz... Oh. My God. Jakiż on jest piękny... Więcej spontanów proszę xD