Tak sobie postanowiłam
spróbować z wszystkimi paringami, bo tak. Dla Yazu za cudowne komentarze, do których zawsze pyszczek mi się cieszy.
Całe życie tonął w szarości. Nie było nawet czerni i bieli,
wszystko było takie same, niezmiennie, bezdennie szare. Szare drzewa, budynki i
ludzie. Nie różnili się od siebie, nie było między nimi żadnych, najmniejszych
różnic. Mijali się na ulicach, wymieniali zdawkowe pozdrowienia lub spłoszone
spojrzenia i ruszali dalej przed siebie, sami nawet nie wiedząc gdzie. Bez
celu, bez sensu. Bez życia, tylko w szarej egzystencji. Nikt nigdy nie myślał o
zmianach, nie były im potrzebne, żyło im się dobrze właśnie w ten sposób. A
nawet jeśli, co mogli zrobić? Szarość byłą wszędzie, tylko nieliczni mieli
szansę wygrać z nią pojedynek. To było niby takie proste, ale jak przychodziło
co do czego, nikomu nie wychodziło. Bo przecież na ulicy nie spotkasz tej
jednej, przeznaczonej sobie osoby, która zmieni Twoje życie. To byłoby za
łatwe, wtedy świat nie stanowiłby wyzwania i cały porządek zostałby zachwiany.
Judal miał już tego zdecydowanie dość. Szarość przyprawiała
go o migrenę, sprawiała, że był nieustannie rozdrażniony i nie chciał z nikim
rozmawiać, nikt też nie chciał przebywać w jego towarzystwie, bo nie kończyło
się to zbyt dobrze. Co prawda od zawsze wyróżniał się wśród innych, nie biegał
razem z innymi dziećmi, nie właził na drzewa i nie przynosił do domu żab z przydrożnej
kałuży. Ale od kiedy poznał legendę, wszystko było zupełnie inaczej. Szukał
wręcz obsesyjnie, wiedząc doskonale o tym, że przeznaczenie jest jedyną rzeczą,
której nie będzie mógł zmanipulować. Nagiąć do własnych zasad, całkowicie sobie
podporządkować, tak jak to robił do tej pory ze wszystkim i wszystkimi. On nie
miał przyjaciół, to byli dla niego ludzie, których mógł wykorzystać do tej, czy
innej rzeczy. Każdy był dla niego w pewien sposób przydatny, ale nikt nie był
mu bliski. Przywiązanie było dla niego dosłownymi więzami, łańcuchem
przykuwającym go do jednej osoby, nie pozwalającym bawić się z innymi. A Judal lubił mieć dużo zabawek. Po
prostu sprawdzał, czy ktoś z tych wszystkich przewijających się przez jego
ręce, łóżko oraz wszystkie inne pomieszczenia i meble w tym domu, jest tą jedną
osobą. Tą wybraną, specjalnie dla niego. Ale jak na razie nie poczuł nic
specjalnego, każdy jego poranek był równie szary jak poprzedni. Z biegiem czasu
zdawało mu się, że to się wręcz pogłębia, pogarsza i nie ma dla niego szans,
jak dla tych wszystkich nieszczęśników, którzy niczym puste skorupy włóczyły
się po ulicach, wiodąc bezsensowne życie pozbawione jakiegokolwiek kierunku i
impulsu. Nie chciał dla siebie takiego życia. Może i życzył go swoim wrogom, a miał
ich niemało, ale sam nigdy nie chciał tak skończyć. I robił wszystko, żeby do
tego nie dopuścić.
Siedzenie w barach i innych wątpliwej sławy miejscówkach
niekoniecznie by mu w jego problemie pomogło, ale dzisiaj był dzień, w którym
miał swoje przeznaczenie w bardzo głębokim poważaniu. Dlatego wpatrywał się w
mętne piwo w niezbyt czystym kuflu, ignorując spojrzenie wbijające mu się
między łopatki. Naprawdę irytujące uczucie, ale dziś niespecjalnie miał ochotę
na jakiekolwiek awantury. Raz na jakiś czas robił sobie taki dzień, gdy
wyświadczał ludziom przysługę, całkowicie olewając ich istnienie.
I pewnie by tak siedział do zamknięcia albo do całkowitego
opróżnienia portfela, gdyby nie jeden szczegół. Akurat barmani się zmieniali i
przekazywali sobie najważniejsze informacje. Judal uniósł głowę słysząc nowy,
obcy głos, zdecydowanie zbyt głośny i zbyt radosny jak na takie miejsce.
Zaintrygowany odnalazł właściciela owego głosu i uniósł brew. Barmanem był
chłopak, który wyglądał jakby dopiero co skończył osiemnaście lat, albo nawet i
nie. Bo przecież gdyby tak było, nie pracowałby tutaj, zwłaszcza na nocnej
zmianie. Niezbyt wysoki, szczupły z warkoczem sięgającym połowy pleców, a co
najważniejsze, uśmiechnięty od ucha do ucha. Judal tak dawno nie widział szczerego,
prawdziwego uśmiechu, że aż mu się chwilę przyglądał. Zazwyczaj ludzie
uśmiechali się pobłażliwie lub wymuszenie, ze smutkiem, jakby czekali, jakby
jeszcze mieli nadzieję. Judal już dawno się jej pozbył, w końcu i tak zawsze
umiera. Czy jakoś tak.
Ale widok tego barmana dokonał ważnych zmian w postrzeganiu świata przez Judala. Nic nie zrobił, nie odezwał się do niego ani słowem, ale mimo wszystko był przekonany, że już nie będzie tak jak kiedyś. Jego świat ruszył do przodu.
Zajął to samo miejsce co zawsze. Minął miesiąc a on ustanowił sobie taki osobisty rytuał, codziennie przychodził o takiej porze, by trafić na zmianę barmanów. Nadal nic nie zrobił, ale i tak nie było mu to potrzebne. Ten chłopak dokonał niemożliwego, przez co Judal musiał przewartościować swoje poglądy. I był mu za to cholernie wdzięczny. Dzięki niemu świat nie był już pogrążony w szarości. Dzięki niemu Judal pierwszy raz w swoim życiu zobaczył kolory.
MOJE
OdpowiedzUsuńZacznijmy od tego że JUALA O MÓJ BOSZE, TEN SHIP JEST TAKI CUDNY *odpływa w krainę feelsów* Ja... Ja... Ja nie wiem, co powiedzieć. Ja po prostu kocham ten ship. To, jak przedstawiłaś świat Judala... TRAFIŁAŚ W TEMATYKĘ TEGO, CO PISZĘ. Szarość, ta wszechobecna jednolitość, gdy nikt nie jest w stanie wnieść koloru do twego świata. Czegoś ci brakuje, czasem wiesz, czasem nie wiesz czego... Brakuje ci wszystkich odcieni tęczy, od tych najsoczystszych, przez zimne, parzące, na obojętnej bieli kończąc. Judal tak bardzo pragnął tych barw, a Alladyn, uosobienie światła, pokazał mu się przez pryzmat, rozświetlając jego dni. Władczy sukinsyn ujarzmiony przez niewinność, jak lew który zakochał się w czystej dziewicy, urzeczony jej delikatnością. KIEDY DRUGA CZĘŚĆ, W KTÓREJ ZAGADUJE? xD
UsuńPrzyszłam, przeczytałam, pokochałam <3
OdpowiedzUsuńLubię JuAla właśnie dzięki Yazu, ale nie sądziłam, że krótki oneshocik sprawi, że pokocham ten ship.
Judar taki znudzony szarym życiem facet i Aladdin, który nagle pokazuje mu, że istnieje tęcza, abwww >w< piosenka "I see the light" mi się przypomina x3
Dołączam do pytania Yazu - kiedy druga część? <3
Myłość~
Hah~!! W końcu się zebrałam, żeby to przeczytać :3 W sumie było warto, ale nie umiem sobie tego wyobrazić o.o lul...naprawdę...>.> Dobra, nie ważne.
OdpowiedzUsuńOgólnie czytało się bardzo przyjemnie.: >
Weny, zboczenia i zajebistości życzę~~
۞ Tate