Uznajmy to za challenge, zapoczątkowany przez moje rozmowy z Kiri i ten filmik klik będący jednocześnie moją inspiracją do pisania tego. Potem jeszcze dołączyła się Hibari i macie przed sobą oto EnAli w wersji Króla Lwa, specjalnie dla Kiri, chociaż grozi mi kapciem, ale jest w zasadzie dobrym gejem xD Jest krótko, ale druga część będzie dłuższa, obiecuję!
Kouen stał na Lwiej Skale, patrząc na rozciągające się przed
nim ziemie. Gdzie tylko spojrzał, widział tereny od zawsze należące do jego
rodziny, a całkiem niedługo do niego samego. Ta myśl napawała go dumą i
przeświadczeniem, że jest odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu.
Przecież to było oczywiste, że pewnego pięknego dnia to on tu stanie i
wyciągnie ręce, łaskawie błogosławiąc swoich poddanych. Tak, Kouen miał plany
niesłychanie ambitne i wcale nie zwracał uwagi na złośliwe teksty tej hieny,
Judala, który nazywał go Imperatorem i owładniętym władzą megalomanem. Chyba
tylko on miał w sobie tak mało instynktu samozachowawczego (o ile w ogóle
kiedyś słyszał o czymś takim, pokopany psychol) żeby tak się do niego zwracać.
Bo wszyscy inni doskonale wiedzieli, że gniew Rena jest srogi i dalekosiężny,
dlatego nikt nie odważył się głośniej odetchnąć, by nie poczuć na sobie tego
wzroku pod tytułem „zginiesz w wymyślnych męczarniach”. Ci śmiałkowie, którzy
odważyli się jakoś zakwestionować jego zdanie lub, co gorsza, stwierdzić, że
nie ma racji, na sam dźwięk słów „Ren Kouen” drżeli i bledli, jakby stanęli
przed obliczem swego największego lęku. Sam Kouen lubił oglądać bojaźń na
twarzach poddanych, zazwyczaj poprawiał sobie tym widokiem nastrój z samego
rana, gdy nie miał za dobrej nocy. Wtedy struchlałe twarze ludzi były dla niego
niczym deser. Nie, nie był jakimś okrutnikiem bez serca czy sadystą, gdzieżby
znowu! Po prostu był przekonany, że ludzie muszą wiedzieć kto rządzi, bo
inaczej dojdzie do tych wszystkich buntów i strajków a to było takie męczące… I
stawało mu na drodze do celu, a tego Kouen bardzo nie lubił. A to, czego nie
lubił, zwykł jak najszybciej likwidować. Jego spokój zakłóciło pojawienie się
tego, którego od biedy można było nazwać doradcą, chociaż to on sam siebie tak
tytułował. Kouen nawet nie musiał się odwracać w jego stronę, by wiedzieć, że
właśnie potknął się o kamień i klął pod nosem, życząc mu pod nosem długiej i
bolesnej śmierci bez krzty litości. Kamieniowi, gwoli ścisłości.
- Byłby z Ciebie najgorszy skrytobójca na świecie, Kouha. –
mruknął, w końcu stając do niego przodem. Obrzucił chłopaka spojrzeniem, a na
jego twarzy nie drgnął ani jeden mięsień, który mógłby zdradzić jakieś emocje
wywołane pojawieniem się doradcy. W ogóle jakiekolwiek emocje gościły na jego
twarzy równie często niż banknot dwustuzłotowy w portfelu przeciętnego zjadacza
chleba. Niektórzy uważali go wręcz za legendę. Tak samo było z mimiką Kouena.
Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie.
- Bracie mój, masz gościa. Jak zwykle nie chciał przyjść tu
sam, znasz go… - nie dał mu powiedzieć nic więcej, bo przez lekkie uniesienie
kącika ust, który przy odpowiednim punkcie widzenia można było nazwać
uśmiechem, Kouha się zamknął. Nie trzeba było mówić, kto postanowił odwiedzić
Kouena, bo gość zawsze był ten sam i za każdym razem robił sobie z Kouhy
osobistego szambelana. Wrócił do kontemplowania widoku a jego plecy były dla
młodszego Rena doskonałym przekazem. Wycofał się, a chwilę po nim na Lwią Skałę
wszedł Alibaba, badając uważnie dzisiejszy nastrój i humor Kouena. Bo jeśli
dziś był dzień „zamorduję Cię za głębszy oddech”, to wolał nie poruszać żadnego
poważniejszego tematu, bo skała była wysoka a on nie potrafił latać. Tak, Alibaba
był przekonany, że dla Kouena szybkie uśmiercenie go wcale nie byłoby zabawne i
nie dostarczyłoby mu odpowiedniej ilości rozrywki. Ale chyba jednak nie było
dzisiaj z nim aż tak źle.
- Znowu wyobrażasz sobie stojący przed Tobą lud? Jak
będziesz się tak marszczył, będziesz mógł przemawiać do tych suchych krzaczków.
Wdzięczni z nich słuchacze! – No, Alibaba, już możesz ćwiczyć pozę do leżenia w
trumnie, przezorny zawsze ubezpieczony. Kouen oczywiście nawet nie drgnął,
patrząc dalej przed siebie a Alibaba jakoś tak się skurczył w sobie. Jeśli Ren
nie reagował na jego przytyki chociażby uniesieniem brwi, to mogło znaczyć
tylko jedno. Postanowił dać mu nauczkę całkowicie go ignorując. A to było
najgorsze, ta świadomość, że dla Kouena jego obecność jest równie mało istotna
co wymieranie gatunku ryby, której nazwy nikt nie pamięta, bo jest długa,
skomplikowana i po łacinie. To trzeba było zacząć inaczej.
- Oczywiście nikt nie twierdzi, że będziesz złym władcą, czy
coś, a kto by tam słuchał niezrównoważonego ignoranta, pf. – machnął ręką,
mając nadzieję, że jakiś cudem Judal się o tym nie dowie, bo gotów mu z życia
zgotować takie piekło, że cmentarzysko dla słoni będzie placykiem zabaw dla
dzieci, w porównaniu z tym. I z kim on się zadawał?
- Hmpf. – Kouen wspiął się na wyżyny ignorowania Alibaby, w
czym się przecież doskonalił z każdym dniem przy okazji tych jego wizyt i
pogaduszek na stopie polityczno społecznej. Chociaż to zazwyczaj Alibaba gadał,
a Ren ograniczał się do zapewnienia go, że słucha, co najwyraźniej dzieciakowi
wystarczyło do szczęścia. Tego dnia było wyjątkowo ciepło, a na dodatek słońce
pyszniło się w zenicie, jakby chciało stanąć z Kouenem do pojedynku na
spojrzenia. Bo czemu nie, ktoś tak wyjebisty może konkurować nawet ze słońcem i
chyba nikomu nie trzeba było zdradzać jego oczekiwań co do wygranego tego
pojedynku.
- Chociaż ostatnio widziałem Sinbada, który rozmawiał z
Koumeiem zupełnie jakby byli najlepszymi przyjaciółmi i wspólnie planowali
jakiś urlopik mały czy coś…
Tego dnia słońce zdecydowanie nie sprzyjało Alibabie. Ale on
niestety zorientował się w tym dopiero po otrzymaniu lodowato stalowego
spojrzenia Kouena.
ZNOWU. Pierwsze zdanie ZNOWU zrobiło mi cały rok. XDDDDDD
OdpowiedzUsuń...
...
...
...
.
.
.
.
.
.
I CO NIBY JEST DALEJ?
GDZIE DZIKI SEKS NA SKALE?
GDZIE KOUEN ŚPIEWAJĄCY "MIŁOŚĆ ROŚNIE WOKÓŁ NAS"?
GDZIE ICH WSPÓLNE TURLANIE SIĘ PO TRAWIE?
GDZIE?
PYTAM SIĘ - GDZIE? XDDDD
ten ficzek zrobił mi życie.
ale chcę dalej
jeszcze
jeszcze
CHCĘ USŁYSZEĆ KOUENA ŚPIEWAJACEGO HAKUNA MATATA! DDDDD;