sobota, 28 marca 2015

Ojcowie do wynajęcia [EnAli, SinJu]

Traktować to proszę bardzo z przymrużeniem oka, powstało pod wpływem chwili i oczywiście bardzo inspirujących rozmów z Kiri ^^

- Wychodzę. – to jedno słowo sprawiło, że Kouen spiął się i oderwał wzrok od książki, którą właśnie czytał. Bo Kouen nie oglądał telewizji jak wszyscy normalni mężczyźni w jego wieku, a przynajmniej nie w takim stopniu, że zlewał się z kanapą a pilot stał się przedłużeniem ręki. Alibaba był już ubrany do wyjścia, wziął klucze z koszyka stojącego na blacie, schował do torby portfel i okulary przeciwsłoneczne. No bo trzeba wyglądać, nie? Alibaba Ren nawet na zwykłych zakupach musiał pokazywać kim jest.

Kouen otrzeźwiał, gdy zobaczył, jak jego małżonek wkłada buty.

- Nie zapomniałeś czegoś? – zapytał, starając się zachować względny spokój. Miał na dzisiaj zaplanowane całe popołudnie, wczoraj rozmawiał o tym z Sinbadem i Alibaba doskonale wiedział o jego planach. A teraz działał z pełną premedytacją, tego był w stu procentach pewien.
- Nie, wszystko mam. Nie muszę pisać sobie listy, poza tym, idę z Judalem do centrum handlowego, nie do warzywniaka. – prychnął blondyn a Kouena w tym momencie przeszył dreszcz. Skoro on idzie do centrum handlowego, w dodatku z Judalem… To nie będzie go pół dnia! To już zupełnie zaburzało idealny porządek jego dnia, a Kouen nienawidził gdy działy się takie rzeczy.
- Obiad dla Koali jest na kuchni, potem musisz ją zabawić i położyć spać. I przewinąć w razie potrzeby. Pa, kocham Cię! – wysłał mu jeszcze buziaka i zamknął za sobą drzwi. Ten dźwięk był dla Kouena niczym wyrok skazujący go na spędzenie reszty dnia w otoczeniu pieluch i smoczków. A miał być tak pięknie…

Odkąd urodziła się ich córeczka, Kouen mógł spokojnie stwierdzić, że jest spełnionym, szczęśliwym człowiekiem. No bo przecież miał swoją własną rodzinę, z daleka od swoich braci i kuzynostwa. Rodzina Ren była bardzo liczna, co było czasami przerażające i stanowiło spory problem, zwłaszcza na spotkaniach tejże rodzinki, chyba każdy wie, co się tam wtedy dzieje, prawda? Statystyki mówią, że ponad połowa pytań zadawanych na takich spędach dotyczą drugiej połówki i krępujących faktów z nią związanych. A statystyki nie kłamią! Kouen jako człowiek oczytany zawsze wierzył statystykom.

Rozmyślania na ten temat przerwała mu wibrująca kieszeń. Wydobył z niej telefon, spojrzał na numer osoby dzwoniącej i pozwolił sobie cierpiętniczo westchnąć, zanim odebrał.
- Nici z dzisiejszego meczu, Sinbad. Judal Ci nie mówił, że razem z Alibabą postanowili wsiąknąć na co najmniej kilka godzin?
- Wiem i dlatego dzwonię. Judal jest największym okrutnikiem jakiego ta ziemia nosiła! Ja tyle dla niego robię, żyły sobie w robocie wypruwam i co za to dostaję? Takie nieczyste zagrania! – Sinbad był bardzo wzburzony przy czym jak zwykle bardzo głośny, co niezmiernie Kouena irytowało, chociaż Sin był jego przyjacielem.  
- Co znowu zrobił ten niewdzięcznik? – zapytał, starając się, żeby sarkazm nie przykrył do końca udawanej troski, bo wyszedłby na pozbawionego empatii buca. Usłyszał to kiedyś od Alibaby i nie brzmiało fajnie. W odpowiedzi usłyszał tylko sapnięcie i już wiedział, że szykuje się tyrada.
- Zostawił mnie z dzieckiem! – jęknął niczym cierpiętnik a Kouenowi od razu przeszła ochota na kpiny. Był przecież w takiej samej sytuacji, solidarność plemników i takie tam inne.
- Wiem. Przecież ja też zostałem sam, geniuszu. I masz rację, to wszystko wina Judala, bo wyciągnął Alibabę z domu. Źle go wychowałeś. – stwierdził ze znawstwem, zamykając niechętnie książkę. Wiedział, że jeśli minie wyznaczona godzina w jego spokojnym i cichym domu zawyje najprawdziwsza syrena strażacka, którą mogła ujarzmić jedynie jedna rzecz. Różowy smoczek zapewne leżał gdzieś w odpowiednim miejscu, gdzie został go Alibaba, oczywiście ukrywając go tak, żeby Kouen nigdy go nie znalazł. Zdecydowanie zbyt wiele czasu przebywał z Judalem, ten zgubny wpływ przesiąknął już przez niego na wylot. Doskonale wiedział, że zarówno on jak i Sinbad pierwszy raz byli w tak ekstremalnej sytuacji i jak na prawdziwych mężczyzn przystało, musieli temu podołać bez wsparcia innych. Byli przecież samcami alfa, mieli dawać przykład!
- Dlaczego on ciągle płacze? – Synek Sinbada i Judala, Ryuusuke, nie wiadomo po kim odziedziczył swoją zdolność do przekonywania wszystkich do swoich racji za pomocą głośnego płaczu. Kouen  nazywał to dziecięcym terrorem, ale przecież Judal wiedział lepiej, twierdząc, że maluszek po prostu chce być w centrum uwagi. Ta, będzie z niego dobry dyktator.
- Za chwilę sam będę miał ten sam problem, więc zamiast histeryzować, poszukałbyś jakiegoś dobrego rozwiązania! – Kouen w końcu wstał z kanapy i zaczął po całym mieszkaniu szukać tego różowego ustrojstwa, które zapewniłoby mu ciszę przynajmniej na jakiś czas. Oczywiście jego poszukiwania przebiegały bez przewracania mieszkania do góry nogami, tą funkcję akurat pełnił tutaj blond tajfun, który robił to lepiej niż ktokolwiek inny. Bo przecież nie ma nic lepszego przy przeglądaniu prasy fachowej jak bokserki w serduszka lądujące gdzieś między potylicą a czołem.
- Może trzeba go nakarmić… - Sinbad nie brzmiał zbyt pewnie i Kouen był pewien, że jego przyjacielowi obracają się właśnie trybiki w głowie i niczym Hamlet zadaje sobie pytanie „nakarmić czy nie nakarmić? Oto jest pytanie!” Dylematy  życiowe Sinbada mogłyby złożyć się na osobną książkę, zapewne niezwykle zajmującą. I to byłaby chyba jedyna książka, której Kouen by nie przeczytał.
- Tylko nie dawaj mu pizzy ani hamburgerów. – ostrzegł go Ren, doskonale wiedząc, że tamten był do czegoś takiego zdolny. W końcu skoro on to je, to jego syn też powinien, żeby wyrosnąć na silnego mężczyznę! Co z tego, że ma niespełna dwa lata i jego jedynym zajęciem jest spanie i brudzenie pieluch zamiast knucia planów podbicia świata? Zaraz jednak jemu samemu nasunęło się pytanie, na które nie znał odpowiedzi i to bardzo bolało jego oczytaną dumę.
- Ha! – zawołał triumfalnie, gdy znalazł smoczek w najbardziej oczywistym miejscu, czyli różowym pudełku zawierającym różne rzeczy ich córki. Cóż, to co dla Alibaby było oczywiste, nie zawsze było takim dla Kouena. Oczywistość była w tym związku pojęciem bardzo względnym.
- Alibaba wrócił wcześniej? – zapytał zaciekawiony Sinbad, słysząc radość w głosie Kouena. A to nie zdarzało się zbyt często i warto było zapytać, bo przyczyną musiało być jakieś niespotykane zdarzenie.
- Nie licz na to. Jak wyszli, tak przepadli. – natychmiast zgasił entuzjazm przyjaciela, nie bawiąc się w subtelności. – Ale załatwiłem sobie ciszę na jakiś czas. Smoczek znalazłem. Tak, Ren Kouen cieszył się z tego znaleziska niczym z wygranej ulubionej drużyny, chociaż emocje stłumił w głębokim i bardzo ukrytym środku siebie, uzewnętrzniając je tylko triumfalnym wygięciem warg. Koala leżała w swoim łóżeczku, piszcząc radośnie gdy tylko zobaczyła nad sobą pochyloną twarz ojca. Była uroczym rudzielcem o jasno brązowych oczach, oczywiście z pewnymi genami Renów, bo przecież jego dziecko musiało być idealne.
- On chyba jednak nie jest głodny, Kouen. Ale wrzeszczy jak Kouha na widok Alibaby po wypadku z nowym nożem… - po drugiej stronie telefonu słychać było głośny, dziecięcy płacz, faktycznie przywodzący na myśl reakcję młodszego Rena na widok krwi. Miał tylko nadzieję, że jego uszu nie pokaleczy zaraz ten sam dźwięk.


Kouen Ren był dorosłym, odpowiedzialnym mężczyzną. Silnym, zdecydowanym i stanowczym, potrafił dobrze opiekować się swoją rodziną i miał niezaprzeczalne zdolności przywódcze. Ale nic nie mógł poradzić na to, że Alibaba po powrocie zastał go z córeczką na kolanach i w białej koszuli z rękawami podwiniętymi po łokcie a kaszka była wszędzie tylko nie tam, gdzie powinna być. Od tamtej pory Alibaba nigdy nie wychodził sam na zakupy.

5 komentarzy:

  1. KOUEN
    KOUEN RATUJ.
    KOUEN, ON NIE JEST GŁODNY.
    KOUEN, MAM PROBLEM XDDDDDDDDDDDDDDD
    Kocham przyjaźń Kouena i Sinbada, ona jest taka prawdziwa, taka męska XDDDDDD HAHAHAHAAHAHAHAHA XDDDDD
    "Dylematy życiowe Sinbada mogłyby złożyć się na osobną książkę, zapewne niezwykle zajmującą. I to byłaby chyba jedyna książka, której Kouen by nie przeczytał." - chyba w tym momencie zaczęłam czytać to opowiadanie z podłogi XDDDDDDDDDDD
    KOUEN, SINBAD, Z WAS TO TAKIE CUDOWNE SAMCE ALFA XDDDDD
    - Tylko nie dawaj mu pizzy ani hamburgerów. – ostrzegł go Ren, doskonale wiedząc, że tamten był do czegoś takiego zdolny. W końcu skoro on to je, to jego syn też powinien, żeby wyrosnąć na silnego mężczyznę! Co z tego, że ma niespełna dwa lata i jego jedynym zajęciem jest spanie i brudzenie pieluch zamiast knucia planów podbicia świata?"
    RYUUSUKE< JAK MOŻESZ NIE KNUĆ PODBOJÓW ŚWIATA!? XDD MASZ JUŻ DWA LATA! XDD SAM ZJEŻDŻASZ Z GÓRKI NA ROWERZE! XDDDD
    "Smoczek znalazłem. - Tak, Ren Kouen cieszył się z tego znaleziska niczym z wygranej ulubionej drużyny" Bo Ren Kouen umie się cieszyć z dobrych rzeczy! XDDDDDD
    "On chyba jednak nie jest głodny, Kouen." - SIN, ODKRYWCO XDDDD
    Hahahahahahahahahah! XDD A co zobaczył Judal? XDD DAWAJ KONTYNUACJE! XDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I rozmowy ze mną są bardzo inspirujące! D; przecież ja nawet porter Koali narysowałam w paincie! DD; RUDA KOALA TO KANON XDDDD

      Usuń
  2. KOUEN Z DZIECKIEM ALIBABY NA RĘKU, BOŻE CO ZA PIĘKNA WIZJA, JARAM SIĘ JAK ŚWIECZKA WIDOKIEM ZAPALNICZKI.
    ONI SĄ TACY MIĘSCY, JAK SIĘ ZAJMUJĄ DZIECIAKAAAMIIIIIIIIII *drze morde w niebogłosy*
    A jak myślę o dziecku Judala... *zgon na miejscu* Cudo... ;//////;
    JAK TO DZIECKO JUDALA I SNDBADA JESZCZE NIE PLANUJE PODBOJU ŚWIATA?! OPIERDALASZ SIĘ, MÓJ DROGI, OPIERDALASZ SIĘ.
    ONI. SĄ. TACY. CUDOWNIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII. *piski fangirla tak bardzo*
    Huuu, haaa... Huuu, haaa...
    DAJ MI WIĘCEJ, DAJ MI ZOBACZYĆ DZIECKO JUDALA.
    Daj mi >.< O matko, co za feelsy... Cuuudooooooo!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. WY NAWET NIE MACIE POJĘCIA CO JA TU DALEJ PLANUJE NAPISAĆ, HEUHEUHEU *zaciera łapki niczym chomik*

      Usuń
  3. Kouen i Sinbad jako ojcowie rządzą! XDDDDDDDDD W ogóle mam słabość do facetów z dziećmi ;/////////////////;

    solidarność plemników TO MNIE ROZWALIŁO HAHAHAHAHA! XDDDDDD

    Dylematy życiowe Sinbada mogłyby złożyć się na osobną książkę, zapewne niezwykle zajmującą. I to byłaby chyba jedyna książka, której Kouen by nie przeczytał - I jak tu nie kochać Kouena, no jak? On potrafi tak cudownie cisnąć po innych. XDDD

    Ale wrzeszczy jak Kouha na widok Alibaby po wypadku z nowym nożem… - HAHAHAHAHAHA! biedny Sin i jego uszy. XDDDD W ogóle tak coś sądzę, że dziecka Judala i Sina należy się bać. XDDDD

    PISZ MI TO DALEJ! XDDDDDDDD

    OdpowiedzUsuń